Obóz wędrowny w Bieszczadach (26 czerwiec - 5 lipiec 2006) był już szóstym obozem organizowanym przez naszą szkołę. Jako kierownik obozu jechała pani Bożena Kaczmarzyk, jako wychowawca - pani Anita Jarominek. Razem z kadrą były nas 22 osoby.
26 czerwca o godzinie 7.19 wyjechaliśmy pociągiem w stronę Zagórza. Podróż trwała ponad 9 godzin, później busikami dotarliśmy do Cisnej, gdzie zatrzymaliśmy się na trzy dni. Następnego dnia odbyliśmy pierwszą wędrówkę po górach; idąc najpierw czerwonym, a następnie czarnym szlakiem zdobyliśmy Wołosań (1071 m n.p.m.) i Łopiennik (1068 m n.p.m.). Większość stwierdziła, że trasa jak na pierwszy dzień była zbyt długa i mecząca, ale nikt się nie poddał.
Kolejny dzień to wędrówka czerwonym szlakiem: naszym celem stał się Okrąglik (1101 m n.p.m.), po drodze minęliśmy m.in. Małe Jasło (1097 m n.p.m.), Szczawnik (1098 m n.p.m.) i Jasło (1153 m n.p.m.), skąd do Cisnej wróciliśmy przez Przełęcz Nad Roztokami i na piechotę szliśmy 10 km asfaltem. Wszyscy byli wykończeni.
Trzeciego dnia dojechaliśmy busikiem do Kalnicy, skąd czerwonym szlakiem ruszyliśmy na Smerek (1222 m n.p.m.), następnie zeszliśmy na Przełęcz Orłowicza. Następnie żółtym szlakiem w stronę Wetliny, a niedaleko wyjścia z Parku Narodowego czekał na nas busik. Trasa chyba wszystkim się podobała, była krótka; szliśmy w lesie i nie było ostrych podejść.
Czwartego dnia (30 czerwca) przenieśliśmy się busami z Cisnej do Ustrzyk Górnych. W trasę nigdzie nie poszliśmy ponieważ padało przez cały dzień (ku ogólnej radości uczestników obozu i niezadowoleniu kadry).
Piąty dzień to walka z wiatrem na Szerokim Wierchu (1268 m n.p.m.), który prawie nas zdmuchnął za szlaku. Nie udało nam się zdobyć Tarnicy, ale obiecaliśmy wrócić jeszcze w to miejsce. Chodziliśmy szlakiem czerwonym a wróciliśmy niebieskim do Wołosatego, skąd znowu musieliśmy iść asfaltem, tym razem tylko 6 km.
Szóstego dnia przeszliśmy najważniejsze miejsca w Bieszczadach: Połoninę Caryńską (najwyższe wzniesienie 1297 m n.p.m.) i Wetlińską (najwyższe wzniesienie: 1253 m n.p.m.). Widoki piękne, pogoda słoneczna, trasa bardzo przyjemna, choć miejscami mecząca. Wróciliśmy busikami.
Siódmego dnia dojechaliśmy wsi Wołosate, czerwonym szlakiem doszliśmy na Przełęcz Bukowską, następnie Rozsypaniec (1280 m n.p.m.), Halicz (1333 m n.p.m.), Przełęcz Goprowców (stąd część grupy udała się na Bukowe Berdo, reszta została i czekała), następnie Tarnica ( najwyższy szczyt Bieszczadów - 1346 m n.p.m.) i powrót Szerokim Wierchem do Ustrzyk Górnych. Wielu uznało tą trasę za najładniejszą i najbardziej malowniczą.
Ósmego dnia, który był naszym ostatnim wyjściem w góry, dojechaliśmy do Przełęczy Wyżniańskiej, skąd zielonym szlakiem ruszyliśmy na Małą Rawkę (1267 m n.p.m.), następnie żółtym na Wielką Rawkę (1307 m n.p.m.), skąd zdobyliśmy Kremenaros (Krzemieniec, 1221 m n.p.m.), który jest szczytem granicznym pomiędzy Polską, Słowacją i Ukrainą. Wieczorem odbyło się ognisko połączone z Agapą, na którym wszyscy uczestnicy otrzymali pamiątki z tego wyjazdu.
Ostatniego dnia (5 lipca) o godzinie 6.20 wyjechaliśmy z Ustrzyk Górnych, do pociagu wsiedliśmy ok. 8.45 i do Zabrza dotarliśmy o godzinie 18.26.
To były informacje oficjalne, takie sprawozdanie najprawdopodobniej ukaże się na stronie internetowej naszej szkoły… Oprócz zdarzyły się rózne inne rzeczy… Np przy każdej trasie było pytanie o której wrócimy, bo o 17 jest mecz. Albo, co zdarzyło się po raz pierwszy, część grupy samodzielnie wyszła na miasto, nie informując o tym nikogo… Zawsze była dyscyplna na obozie i to nie wymuszona, bo każdy wiedział że w górach trzeba słuchać opiekunów… Ogólnie zresztą atmosfera jeśli chodzi o chłopaków była skopana… Nie mówię, że wszyscy byli do bani, ale przy grupie 6 chłopaków nawet jeden wystarczy by wszystko popsuć…
Ale były też miłe momenty… Np. spotkanie z GOPRowcami… Poszłyśmy z koleżankami ich odwiedzić, zaprosili nas na herbatkę… Jeden, Krzysiu, był nawet całkiem przystojny… I naprawdę miło spędziło się z nimi czas…
Albo jak gotowaliśmy parówki… Ja z kolezanka twierdzimy, że parówki gotuje sie bez folii. Panie - że z folia. No dobra, nie bedziemy się kłócić, gotujemy z folia. A potem jak w garnku parówki zaczęły wychodzić z tych folii… A one tak fajnie pękały i zwijały się… Heh, jedyny komentarz jaki usyszałyśmy to taki, że następnym razem nas posłuchają, ale one w domu i tak zawsze gotują w folii…
Dobra, kończę pisać i proszę osoby z obozu, żeby sprostowały informacje, bo zawsze mogłam cos pomylić… =)
Tags:
Bieszczady,
Bukowe Berdo,
Cisna,
GOPR,
HAlicz,
Jasło,
Kremenaros,
Krzemieniec,
Mała Rawka,
obóz wędrowny,
Okraglik,
Połonina Caryńska,
Połonina Wetlińska,
Połoniny,
Przełęcz Bukowska,
Przełęcz Goprowców,
Przełęcz Nad Roztokami,
Przełęcz Orłowicza,
Rozsypaniec,
Smerek,
Szawnik,
Szeroki Wierch,
Tarnica,
Ustrzyki Górne,
Wielka Rawka,
Wołosań,
Łopiennik