Archiwum dla kategorii “Podróże”


Byłam na świętach w Zakopanem i było cudownie! Tyle sniegu i te krokusy… I te ośnieżone szczyty… I te pyszne szarlotki… Mmmm… Pierwszy wypad w góry w tym roku zaliczony :)

Rodzice wstępnie zgodzili się na pracę w Holandii :) Jeszcze tylko muszę sprawdzić terminy, czy na pewno uda mi się pogodzić matury, pracę i klasyfikacjację na studia… Mam nadzieję, ze się uda… :)

I nie mam neta… :( Dlatego tak rzadko piszę… A kiedy będzie - nie wiadomo…

P.S. Dziękuję za ciepłe słowa :)

Tags: , , ,

Comments 1 komentarz »

Obóz wędrowny w Bieszczadach (26 czerwiec - 5 lipiec 2006) był już szóstym obozem organizowanym przez naszą szkołę. Jako kierownik obozu jechała pani Bożena Kaczmarzyk, jako wychowawca - pani Anita Jarominek. Razem z kadrą były nas 22 osoby.

26 czerwca o godzinie 7.19 wyjechaliśmy pociągiem w stronę Zagórza. Podróż trwała ponad 9 godzin, później busikami dotarliśmy do Cisnej, gdzie zatrzymaliśmy się na trzy dni. Następnego dnia odbyliśmy pierwszą wędrówkę po górach; idąc najpierw czerwonym, a następnie czarnym szlakiem zdobyliśmy Wołosań (1071 m n.p.m.) i Łopiennik (1068 m n.p.m.). Większość stwierdziła, że trasa jak na pierwszy dzień była zbyt długa i mecząca, ale nikt się nie poddał.

Kolejny dzień  to wędrówka czerwonym szlakiem: naszym celem stał się Okrąglik (1101 m n.p.m.), po drodze minęliśmy m.in. Małe Jasło (1097 m n.p.m.), Szczawnik (1098 m n.p.m.) i Jasło (1153 m n.p.m.), skąd do Cisnej wróciliśmy przez Przełęcz Nad Roztokami i na piechotę szliśmy 10 km asfaltem. Wszyscy byli wykończeni.

Trzeciego dnia dojechaliśmy busikiem do Kalnicy, skąd czerwonym szlakiem ruszyliśmy na Smerek (1222 m n.p.m.), następnie zeszliśmy na Przełęcz Orłowicza. Następnie żółtym szlakiem w stronę Wetliny, a niedaleko wyjścia z Parku Narodowego czekał na nas busik. Trasa chyba wszystkim się podobała, była krótka; szliśmy w lesie i nie było ostrych podejść.

Czwartego dnia (30 czerwca) przenieśliśmy się busami z Cisnej do Ustrzyk Górnych. W trasę nigdzie nie poszliśmy ponieważ padało przez cały dzień (ku ogólnej radości uczestników obozu i niezadowoleniu kadry).

Piąty dzień to walka z wiatrem na Szerokim Wierchu (1268 m n.p.m.), który prawie nas zdmuchnął za szlaku. Nie udało nam się zdobyć Tarnicy, ale obiecaliśmy wrócić jeszcze w to miejsce. Chodziliśmy szlakiem czerwonym a wróciliśmy niebieskim do Wołosatego, skąd znowu musieliśmy iść asfaltem, tym razem tylko 6 km.

Szóstego dnia przeszliśmy najważniejsze miejsca w Bieszczadach: Połoninę Caryńską (najwyższe wzniesienie 1297 m n.p.m.) i Wetlińską (najwyższe wzniesienie: 1253 m n.p.m.). Widoki piękne, pogoda słoneczna, trasa bardzo przyjemna, choć miejscami mecząca. Wróciliśmy busikami.

Siódmego dnia dojechaliśmy wsi Wołosate, czerwonym szlakiem doszliśmy na Przełęcz Bukowską, następnie Rozsypaniec (1280 m n.p.m.), Halicz (1333 m n.p.m.), Przełęcz Goprowców (stąd część grupy udała się na Bukowe Berdo, reszta została i czekała), następnie Tarnica ( najwyższy szczyt Bieszczadów - 1346 m n.p.m.) i powrót Szerokim Wierchem do Ustrzyk Górnych. Wielu uznało tą trasę za najładniejszą i najbardziej malowniczą.

Ósmego dnia, który był naszym ostatnim wyjściem w góry, dojechaliśmy do Przełęczy Wyżniańskiej, skąd zielonym szlakiem ruszyliśmy na Małą Rawkę (1267 m n.p.m.), następnie żółtym na Wielką Rawkę (1307 m n.p.m.), skąd zdobyliśmy Kremenaros (Krzemieniec, 1221 m n.p.m.), który jest szczytem granicznym pomiędzy Polską, Słowacją i Ukrainą. Wieczorem odbyło się ognisko połączone z Agapą, na którym wszyscy uczestnicy otrzymali pamiątki z tego wyjazdu.

Ostatniego dnia (5 lipca) o godzinie 6.20 wyjechaliśmy z Ustrzyk Górnych, do pociagu wsiedliśmy ok. 8.45 i do Zabrza dotarliśmy o godzinie 18.26.

To były informacje oficjalne, takie sprawozdanie najprawdopodobniej ukaże się na stronie internetowej naszej szkoły… Oprócz zdarzyły się rózne inne rzeczy… Np przy każdej trasie było pytanie o której wrócimy, bo o 17 jest mecz. Albo, co zdarzyło się po raz pierwszy, część grupy samodzielnie wyszła na miasto, nie informując o tym nikogo… Zawsze była dyscyplna na obozie i to nie wymuszona, bo każdy wiedział że w górach trzeba słuchać opiekunów… Ogólnie zresztą atmosfera jeśli chodzi o chłopaków była skopana… Nie mówię, że wszyscy byli do bani, ale przy grupie 6 chłopaków nawet jeden wystarczy by wszystko popsuć…

Ale były też miłe momenty… Np. spotkanie z GOPRowcami… Poszłyśmy z koleżankami ich odwiedzić, zaprosili nas na herbatkę… Jeden, Krzysiu, był nawet całkiem przystojny… I naprawdę miło spędziło się z nimi czas…

Albo jak gotowaliśmy parówki… Ja z kolezanka twierdzimy, że parówki gotuje sie bez folii. Panie - że z folia. No dobra, nie bedziemy się kłócić, gotujemy z folia. A potem jak w garnku parówki zaczęły wychodzić z tych folii… A one tak fajnie pękały i zwijały się… Heh, jedyny komentarz jaki usyszałyśmy to taki, że następnym razem nas posłuchają, ale one w domu i tak zawsze gotują w folii…

Dobra, kończę pisać i proszę osoby z obozu, żeby sprostowały informacje, bo zawsze mogłam cos pomylić… =)

Tags: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Comments 1 komentarz »