Walentynki spędziłam całkiem miło. Byliśmy z M. w kinie na “Wyznaniach zakupocholiczki”, całkiem miła i ciepła komedia… Następnie poszliśmy sobie do Sorento, gdzie mieliśmy zarezerwowany stolik, tak że wieczór uważam za całkiem udany.
Jednak gdy dzisiaj rano oglądałam wyciąg z mojego konta, nie mogłam powstrzymać wydzierającego się ze mnie jęku…
- nowa sukienka z Orsaya 99,90
- nowe kolczyki i spinka do włosów 26,00
- kartki i prezenty walentynkowe 40,50
- bilety do kina 34,00
- restauracja 65,50
i to wszystko wydane w ciagu jednego dnia! Prawie 270 zł!
To nawet nie o to chodzi czy to była rozrzutność, czy nie, tylko o to, że nie umiem stawiać sobie priorytetów… No bo w końcu miałam z każdej wypłaty przynajmniej 600 zł zostawić sobie odłożone na studia w Poznaniu. Z pierwszej nie zostało mi nic, a teraz… ledwie 350 zł.
Tak więc odkrycie to wstrząsnęło mną do głębi, tym bardziej, że wciąż muszę mojemu kochanemu oddać 80 zł…
Jednak pieniądze się mnie nie trzymają…
Ostatnio także,, ponieważ pracuję najczęściej w godzinach od 10 do 18 albo jakoś tak podobnie, to praktycznie nie jadam obiadów. I tak z teoretycznie potrzebnych mi 2600 kcal spożywam ok 1500. No bo przeciętne śniadanie to dwie kromki i coś do picia (ok 400). Do pracy jabłko i coś kupionego na miejscu, np BigMac i frytki - 700 kcal. Następnie kolacja -najczęściej znowu kanapki i coś do picia. Od czasu do czasu jeszcze jakiś jogurt zjem. I tyle.
I jeszcze się okaże, że żyjąc tylko na jedzeniu z McDonalda schudnę ;)
Tags: dieta, kalorie, McDonald, pieniądze, praca, walentynki, zakupy
Brak komentarzy »
Bardzo dawno mnie tu nie było więc spieszę donieść co u mnie słychać. Tak więc Święta minęły, Nowy Rok też, całkiem miło zresztą… Byłam chora, zdążyłam już wyzdrowieć…Świętowałam z M. cztery i pół roku bycia razem…
To tak w wielkim skrócie. A w szczególe? Czuję się cały czas, jakby mi czegoś brakowało. I nie mam pojęcia czego. Uczucie to znika tylko przy M., ale też nie zawsze… Chyba można by to nazwać brakiem sensu w życiu. Bo go nie widzę. Nic się u mnie ciekawego nie dzieje, wszelkie przygody omijają mnie szerokim łukiem… A ja tak bym chciała, żeby coś się w końcu mi przydarzyło…
Czasami mam wrażenie, że to uczucie zniknie dopiero jak wyjdę za mąż i będę miała dzieci… Że właśnie rodzina stanie się sensem mojego życia i zapełni tą pustkę, której nic nie jest w stanie wypełnić… Może dlatego tak kurczowo trzymam się myśli o małżeństwie i macierzyństwie… Ale z drugiej strony nie wiem, czy nie stanie się zupełnie odwrotnie… Czy całkiem mnie to nie przytłoczy, czy będę się umiała w tej nowej roli odnaleźć…
Najgorsze chyba jest czekanie… Bo jeszcze trzy i pół roku do ewentualnego ślubu… Tak wybraliśmy, postanowiliśmy… I czekam z rezygnacją na ten dzień… Bo co mogę zrobić? Ani tego nie przyspieszę, a oddalać nie ma sensu… Nie chcę sobie robić nadziei, że będzie cudnie i wspaniale… Więc właśnie rezygnacja mi zostaje…
Chwilami mam nadzieję, że może w Poznaniu, jeśli uda mi się tam wyjechać, odnajdę swoje miejsce… W sumie mam taka malutką nadzieję… ale też nie mam pewności. Bo duże miasto to może być właśnie to moje miejsce, jak i może się okazać pułapką, z której ciężko mi będzie wrócić…
Ale co ma być to będzie… I tak niewiele zależy ode mnie. Naszym życiem kieruje przypadek, my tylko możemy do niego uśmiechnąć się albo odwrócić plecami… I więcej nic.
Miało być sympatycznie, wyszło melancholijnie. Trudno.
Tags: ja, melancholijne, obawy, przyszłość, smutne
1 komentarz »
Napisał malgi w kategorii Różne
Ostatnio znalazłam świetną stronkę kręcone.pl Po prostu rewelcaja, praktycznie nigdzie u nas nie mozna znaleźc informacji na temat kręconych kędziorków, a stronka jest ich pełna. Juz znalazłam tam kilka trików i w najblizszym czasie mam zamiar je wybróbować ;)
Tags: loki, strony internetowe, włosy
Brak komentarzy »
Napisał malgi w kategorii Prywatne
No i stało się. Zaprzedałam się jednej z najbardziej globalistycznych firm na świecie. Mogłam pracować w eleganckiej restauracji, ale cóż, kwestia płacy (różnica prawie dwukrotna) zrobiła swoje.
Powinnam więc chyba napisać bilans swoich dotychczasowych osiągnięć. Na początku miałam zamiar liczyć kanapki zrobione w ciągu dnia, ale zgubiłam się przy pięćdziesięciu. Na razie na swoich rękach mogę policzyć siedem śladów oparzeń, ale zapewne wkrótce będzie ich więcej ;) Ilość strat: kilkanaście dekli i dwa mięsa.
A co u mnie w domu? Teraz na nic nie mam czasu (to dla odmiany, bo jeszcze tydzień temu miałam go w nadmiarze), ale upiekliśmy pierniczki, ciasteczka, dom się powoli sprząta (nawet mój pokój), i nawet z tatą już tak bardzo się nie kłócę.
Generalnie wszystko wraca na swoje miejsce ;)
Tags: McDonald, praca
Brak komentarzy »
Napisał malgi w kategorii Prywatne
tak dla odmiany. Bo doszłam do wniosku, że zamartwianie się i marudzenie w niczym mi nie pomoże, ani niczego nie zmieni. Więc teraz towarzyszą mi uśmiechnięte myśli i nie daję się sprowokować wielkiej, czarnej i włochatej chandrze która tylko czeka i wysuwa swoje długie macki aby znowu mnie schwytać w swoje sidła.
Jedyne chwile w których uśmiech znika z mojej twarzy to te, w których rozmawiam z tatą. Dzieje się tak na skutek usilnego zaciskania zębów i nieustannego gryzienia się w język aby pozostać głuchą na jego złośliwe i prostackie zaczepki.
Nieustannie wmawiam sobie że jestem wartościową osobą i to, że wyleciałam ze studiów i wciąż nie pracuję (to akurat mnie dobija), nie może mieć żadnego wpływu na moją samoocenę (choć ma ogromny) i tata nie ma racji mówiąc mi kilka razy dziennie jak bardzo jestem beznadziejna.
Byłam w spontanicznej spowiedzi, chociaż postawiłam już na sobie samej krzyżyk, że chrześcijanka i katoliczka ze mnie do dupy. Czasami jakiś przypadek sprawia, że człowiek akurat przechodzi obok kościoła, akurat zechce mu się do niego zajrzeć i akurat odbywa się w nim spowiedź. Więc stanęłam do tej kolejki w której stałam potem pokornie czterdzieści minut, powiedziałam księdzu co miałam powiedzieć, że nie widzę sensu w swoim życiu, w tym jak ono wygląda ani w tym, co robię. Że straciłam cała swoją wiarę i nie mam pomysłu na dalsze swoje życie. Jako pokutę musiałam się uśmiechnąć do 10 osób…
W sumie nie da się opisać tego co poczułam jak odeszłam od tych kratek… Całe zło jakiego się dopuszczałam w ostatnich miesiącach, wszystko co ostatnio robiłam, a co można określić jako ostrą jazdę bez trzymanki, zostało przekreślone w zamian za 10 uśmiechów…
Przyznam się bez bicia, że się popłakałam… Bo dawno nie doświadczyłam takiej ulgi… I do tego właśnie tęskniła moja dusza, do tego chciała wrócić…
Wróciłam i nie mam zamiaru znowu tego zepsuć. Teraz nie mam wyjścia i muszę pracować nad sobą, wykorzeniając to wielkie lenistwo jakie się we mnie w ostatnich czasach zalęgło. Iść przez życie z uśmiechem na twarzy.
Tags: adwent, grzech, Jezus, kłótnia, lenistwo, miłosierdzie, pierwszy piątek, postanowienia, praca nad sobą, spowiedź, tata, uśmiech
Brak komentarzy »
Napisał malgi w kategorii Prywatne
Źle się czuję nic nie robiąc. Szukam pracy, ale praca mnie omija szerokim łukiem. Jutro pójdę się dowiedzieć o pracę w McDonaldzie, może tam będą coś mieli dla mnie. Mam już dość komputera i szukania sobie zajęcia. Chciałabym jakoś pożytecznie spędzić czas… Tym bardziej, ze wkrótce przyda mi się trochę gotówki…
Mam dość ciągłych kłótni z tatą.
Mogę liczyć tylko na M. i na moją siostrę. Dla reszty stałam sie powietrzem, nawet przyjeciele przestali się odzywać… :/
Tags: M., trudne chwile, urlop dziekański
Brak komentarzy »
Napisał malgi w kategorii Prywatne
Dziekan podpisał papierek. Podpisał się pod słowem “Odmowa”.
Zgodnie z regulaminem studiów nie można spełnić prośby studentki
Miesiąc im zajęło stwierdzenie, ze w ogóle to od początku wszystkie moje prośby skazane były na niepowodzenie…
Co teraz zrobię? Na razie na pewno poszukam pracy. Na pewno w przyszłym semestrze będę chodzić na matematykę. I spróbuję jeszzce raz ją zdać. Ale czy będę kontynuować studia na Politechnice Śląskiej to się musze głęboko zastanowić… Zraziłam się do tej Uczelni i uraz ten nie szybko minie. Zresztą, po co mi na chama studiować tą energetykę?
O czym teraz myślę? O Poznaniu. O turystyce i rekreacji, albo o etnologii… Łatwiejsze to, przyjemniejsze, a do tego to będzie coś co naprawdę mnie będzie interesować… Będzie mnie to kosztowało wiele samozaparcia, ale myślę, ze warto spróbować…
Ostatnio przez te wszystkie zawirowania na uczelni, bardzo zaniedbałam nasz związek z M. … Cały czas tylko ja i moje problemy… Dzisiaj zwrócił mi na to uwagę i musiałam mu przyznać rację… Ale teraz sprawa jest załatwiona, więc powinno być lepiej…
Mam cudownego męzczyznę u boku… Nikt inny mnie tak nie wspierał jak on…
Tags: dziekan, M., Politechnika, Politechnika Śląska, problemy, studia, trudne chwile
Brak komentarzy »
Napisał malgi w kategorii Prywatne
No i jestem na urlopie dziekańskim. W indeksie pojawił się ordynarny wpis: “urlop dziekański z powodu niezaliczenia 2 semestru”. Dziękuję bardzo, panie Zajdel, dziękuję bardzo, pani Nowak. Jeśli uważasz że możesz liczyć na przychylność kogoś nad Tobą to się grubo przeliczysz.
Ale ja i tak nie tracę nadziei, jeszcze w końcu jest pan Dziekan. Jeden uprzejmy, aczkolwiek czy skłonny do podpisania odpowiedniego podania to się jeszcze okaże. Na razie chodzę sobie nielegalnie na zajęcia i zdobywam oceny. Chociaż nie ma mnie na liście studentów, nikt tego nie zauważył.
Zaparłam sie kopytami i już nie odpuszczę aż mnie nie wpiszą na ta listę. Bo upartym trzeba być ;)
Tags: dziekan, problemy, studia, urlop dziekański
Brak komentarzy »
Napisał malgi w kategorii Przepisy, Sałatki
Sałatka z makaronu może być równie kolorowa i pełna witamin, jak inne sałatki, a jest lekka i sycąca
Tags: fasola, makaron, pomidory, sałatka, tuńczyk
Brak komentarzy »
Napisał malgi w kategorii Prywatne
No i nie udało mi się zaliczyć tej nieszczęsnej maty :( Dodatkowego terminu już nie dostanę, pozostaje mi tylko wziąć urlop dziekański i postarać się robić ten rok awansem… Jeśli mi dziekan pozwoli… :(
W sumie i tak niewiele tracę… Żeby kontynuować makro musiałabym poczekać rok, żeby z następnym rocznikiem iść naprzód…
Ale i tak zal jest, tym bardziej ze zorganizowanie jeszcze jednego terminu to nie taka trudna sprawa, ale tu trzeba dobrej woli prowadzącego…
Jeszcze zresztą spróbuję powalczyć o ten awans ale wątpię zeby coś z tego wyszło… Jakby co to pojde do pracy, moze zrobie prawo jazdy… nie bede marnowac roku siedzac w domu
Tags: problemy, sesja, studia
Brak komentarzy »
|